Przejdź do głównej zawartości

Po prostu zamilcz






"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa." Julian Tuwim


Kiedy chodziłam do gimnazjum miałam ogromny kompleks - bardzo często uważana byłam za osobę milczącą, małomówną. Do dziś pamiętam jak siedząc w towarzystwie kilku osób nagle ktoś zwracał się do mnie z tekstem „ A ty ? Czemu nic nie mówisz?”

Nawet nie potrafiłam odpowiedzieć na tak durne pytanie. Mówiłam wtedy, kiedy miałam coś do powiedzenia. Niestety utwierdzałam się w przekonaniu, że coś jest ze mną nie tak. Oczywiście, skoro uważałam to za kompleks, próbowałam go zwalczać, ale skutki były opłakane, często zacinałam się w połowie zdania, bo po prostu nie umiałam produkować słów tylko po to, by nie było krępującej ciszy.

Podziwiałam osoby, które potrafiły nieustannie mówić o wszystkim. Teraz są najbardziej irytującą rzeczą, jaka może mnie spotkać. Lubię mówić, jeśli wiem o czym mówię i lubię słuchać osób, które wiedzą o czym mówią.

Praca w sprzedaży nauczyła mnie tego irytującego gadania o czymkolwiek, nie sądziłam, że przyjdzie mi to z aż taką łatwością, ale nie zmienia to faktu, że cholernie tego nie lubiłam. Często moi klienci podłapywali temat i potem to oni się rozgadywali. Do tego stopnia, że rozmawialiśmy jeszcze w drzwiach, bo jak już się z kimś wdałam w dyskusję o czymś mało istotnym, to odprowadzałam go pod drzwi cały czas rozmawiając zawzięcie.

Fakt jest taki, że im dłużej żyję na tym świecie, tym więcej mam do powiedzenia, ale czasem po prostu sobie daruję. Jeśli widzę, że mój rozmówca żyje w zupełnie odmiennej rzeczywistości, to szkoda mi strzępić języka.

Sztuka rozmawiania jest ogromnie trudna, jeśli spotkasz kogoś, kto ma inne zdanie na dany temat od razu zaczyna przekonywać Cię do swojej prawdy i nie spocznie, póki nie przyznasz mu racji.

Ludziom brakuje pokory, uważamy się za ekspertów w każdej dziedzinie. Im bardziej nie wiem, tym bardziej się wypowiem. Wystarczy, że zachorujesz na cokolwiek i powiesz o tym rodzinie, w zamian (mimo że nie prosiłeś) dostaniesz 100 sposobów na to, jak się choroby pozbyć i wśród nich na bank znajdzie się witamina c Pana Zięby.

Gdybym myślała w ten sposób, pisałabym o statkach kosmicznych i pouczała astronautów jak latać w kosmos.

Człowiek uczy się całe życie, a im więcej wiem, tym bardziej dostrzegam jak wiele jeszcze wiedzy do zdobycia przede mną i bardzo często, zamiast mówić, pytam. Pytam mądrzejszych od siebie. Nie jest mi wstyd powiedzieć „nie wiem”, nie muszę być chodzącą encyklopedią.

Jeśli widzisz post np. o samochodach a sam na samochodach znasz się tyle, co Pan Zięba na medycynie, nie komentuj, zamilcz. Chyba najbardziej oczy mi krwawią, jak czytam komentarze w internecie i uważam, że od nich naprawdę można dostać raka.

Jeśli widzisz kolejny post Ewy Chodakowskiej o tym, jak żyć i być wiecznie uśmiechniętym mimo przeciwności losu, również zamilcz. Wiem, że korci, żeby jej napisać, że gówno wie skoro nie pracuje w korpo po 16 godzin dziennie i nie ma trójki dzieci, ale Twój komentarz nie zmieni poglądów Ewy ani Tobie nie ulży wylewając swój żal w internecie. Zaraz pójdziesz do Edyty Górniak i napiszesz jej, że nie umie śpiewać i tak będziesz się sama napędzać w spirali gniewu i bólu dupy, największą krzywdę wyrządzając sobie. Zamilcz, przejdź obojętnie obok czegoś co nie zgadza się z Twoimi poglądami. 


    Komentarze

    Popularne posty z tego bloga

    U Cioci na imieninach

    Impreza pt. Imieniny Cioci nigdy nie napawała mnie radością, no może poza jednym - zawsze było coś dobrego do jedzenia. Umówmy się, takie imprezy imieninowe odchodzą w zapomnienie. Teraz to wygląda mniej więcej tak, że kiedy chcesz się napić procentów ze znajomymi to Twoje czy kogokolwiek imieniny (np. Ani - ani moje, ani Twoje) mogą stać się idealnym powodem. W Andrzejki bawią się wszyscy niekoniecznie z Andrzejem... i niekoniecznie sam Andrzej. Poza tym jeśli już nawet sięgamy po tak absurdalny powód jak czyjeś imieniny, aby tylko sponiewierać się trunkami, to nie wygląda to tak jak u Cioci. Nie ma stołu uginającego się pod ciężarem jedzenia (jedynym jedzeniem, które zobaczysz to kebab na cienkim o 3 nad ranem), nie ma wujka, który póki jeszcze trzeźwy i mówi wyraźnie opowiada kawały. Co roku te same (za to jest Twój przyjaciel, z klasycznym tekstem alejakjacieszanuje ), nie ma tego magicznego pytania: no masz tam jakiego kawalera ? (na imprezach nie ma na to czasu, bo musis...

    Sama ale nie samotna

    Można sobie na milion sposobów wyobrażać siebie i swoje emocje w danej sytuacji, nie będąc jeszcze w niej, ale gdy już ona nastąpi możesz mieć pewność, że prawda okaże się zupełnie inna niż przewiduje Twój (nawet najczarniejszy) scenariusz. Tak się stało, gdy po kilku latach nieustannego statusu "w związku" (z różnymi partnerami) przyszedł czas na singielskie życie. Pierwsze tygodnie i miesiące przebiegają zazwyczaj bez większych fajerwerków, ot złamane serce, które trzeba podleczyć najlepszymi lekarstwami - czasem i alkoholem, ale przychodzi w końcu ten magiczny moment, kiedy to znajomi (tak, oni najlepiej wiedzą, szczególnie ci w związkach kilkuletnich) z początku delikatnie i niby niechcący zaczynają sugerować, że no w sumie to mogłabyś już sobie kogoś znaleźć. I wtedy się zaczyna. Bo my mamy takiego kolegę.... ... który jest gruby, ma tłuste włosy i brak pomysłu na siebie. Biorę ! Przecież lepszy taki niż żaden prawda ? A no nie prawda. Kiedy mów...