Tak się stało, gdy po kilku latach nieustannego statusu "w związku" (z różnymi partnerami) przyszedł czas na singielskie życie. Pierwsze tygodnie i miesiące przebiegają zazwyczaj bez większych fajerwerków, ot złamane serce, które trzeba podleczyć najlepszymi lekarstwami - czasem i alkoholem, ale przychodzi w końcu ten magiczny moment, kiedy to znajomi (tak, oni najlepiej wiedzą, szczególnie ci w związkach kilkuletnich) z początku delikatnie i niby niechcący zaczynają sugerować, że no w sumie to mogłabyś już sobie kogoś znaleźć. I wtedy się zaczyna.
Bo my mamy takiego kolegę....
... który jest gruby, ma tłuste włosy i brak pomysłu na siebie. Biorę ! Przecież lepszy taki niż żaden prawda ? A no nie prawda.
Kiedy mówisz w towarzystwie, że jesteś singlem/singielką automatycznie wszyscy już w głowie szukają osoby, z którą mogą Cię sparować. Nie licz na to, że będzie to ktoś pokroju Ryana Goslinga ani nawet Nicolasa Cage'a, o nie, będzie dużo, dużo gorzej.
Nikt nie powie Ci tego w twarz, ale zobaczysz to wypisane drukowanymi literami w oczach znajomych i rodziny: CO JEST Z TOBĄ NIE TAK, ŻE JESZCZE NIKOGO SOBIE NIE ZNALAZŁAŚ?
Ja Ci odpowiem: absolutnie wszystko z Tobą w porządku.
Jest cała masa zalet w życiu w pojedynkę. Są też minusy rzecz jasna, ale nie wiem, czy nie znalazłabym więcej minusów patrząc na niektóre związki znajomych.
Oczywiście znam też udane relacje, nawet dużo i bardzo wszystkim kibicuję.
Niestety żyjemy w świecie, w którym pokój jednoosobowy w hotelu kosztuje tyle co DBL, kelnerka w restauracji nie podchodzi do stolika przyjąć zamówienia, bo jest przekonana, że na kogoś czekasz, a na wesele znajomych pójść samemu to wstyd.
Obecność mężczyzny w życiu kobiety nie zwiększa jej wartości. Obrączka na palcu nie świadczy o sukcesie, sukcesem jest, gdy żyjesz w komforcie psychicznym czy to z kimś, czy samemu. Nieważne.

Komentarze
Prześlij komentarz