Impreza pt. Imieniny Cioci nigdy nie napawała mnie radością, no może poza jednym - zawsze było coś dobrego do jedzenia. Umówmy się, takie imprezy imieninowe odchodzą w zapomnienie.
Teraz to wygląda mniej więcej tak, że kiedy chcesz się napić procentów ze znajomymi to Twoje czy kogokolwiek imieniny (np. Ani - ani moje, ani Twoje) mogą stać się idealnym powodem. W Andrzejki bawią się wszyscy niekoniecznie z Andrzejem... i niekoniecznie sam Andrzej. Poza tym jeśli już nawet sięgamy po tak absurdalny powód jak czyjeś imieniny, aby tylko sponiewierać się trunkami, to nie wygląda to tak jak u Cioci.
Nie ma stołu uginającego się pod ciężarem jedzenia (jedynym jedzeniem, które zobaczysz to kebab na cienkim o 3 nad ranem), nie ma wujka, który póki jeszcze trzeźwy i mówi wyraźnie opowiada kawały. Co roku te same (za to jest Twój przyjaciel, z klasycznym tekstem alejakjacieszanuje), nie ma tego magicznego pytania: no masz tam jakiego kawalera ? (na imprezach nie ma na to czasu, bo musisz ogarniać kolegę, który się porzygał, albo to Ty się porzygałeś i Ciebie ogarniają). A jeśli już jesteś w związku i nie daj Boże się zaręczyłeś/aś to pytanie o ślub jest pewniakiem. (na imprezie nikt o tym, nie myśli. Czasem nawet zapominasz, ze jesteś w związku).
Dla mnie osobiście imieniny u Cioci były testem cierpliwości a imieniny Ani zwykle kończyły się testem ciążowym. Jak idziesz do Cioci masz pewność, że obudzisz się rano w swoim łóżku, a jak idziesz na imieniny Ani - (tu jest miejsce na Twój sentymentalny uśmiech).

Komentarze
Prześlij komentarz